wtorek, lutego 07, 2012
   
Rozmiar

The News

I Międzynarodowe Targi „Oldtimer Militaris” Chrcynno 28-30 maja 2010 r.

Farma pancernych gąsienic

Andrzej Olejko, Izabela Kwiecińska

Prowadzenie samochodu… stres, kluczyk, stacyjka, pedały, kontrolki i charakterystyczny uśmiech na twarzy. Udało się. Każdy z nas pamięta swój pierwszy raz… sam na sam z pojazdem mechanicznym. A potem zmienia się samochody, płaci mandaty i staje się specjalistą w kwestii blacharki i nie tylko. Człowiek i samochód – szara codzienność. Stagnacja: światła, pasy, znajome bądź nieznajome dźwięki. A jednak – na Pancernej Farmie Braci Kęszyckich zobaczyłem coś, co zachwiało mi ten znany obraz.

Z nieba lał się żar. Pancerz BRDM-a, na którym siedziałem, stopniowo zaczynał przypominać patelnię. Nagle z lasu wypada post sowiecki T-55. Zatrzymuje się z fantazją. Spod pancerza wynurza się… nie sterany życiem mężczyzna, a młodzian! Czuję jak zdziwienie bierze górę, jak burzy się stereotyp, i jak nie mogę uwierzyć. Bo czy potężny, rosyjski czołg może prowadzić 16-latek? Może! Michał Kęszycki był tym, który spowodował zdziwienie wielu zgromadzonych na „czołgowisku” ludzi. 16-latek prowadzący czołg (w bezpiecznym, wydzielonym miejscu) jak specjalista największej klasy, młodzian z pasją, młodsza linia rodu Kęszyckich ze swoim kolegą – to była załoga, która przykuwała oko. Gdy Michał kończył 13 lat, wyprawił swe urodziny klasowe na Farmie i ciekawe co myślała wychowawczyni kiedy Michał zaproponował, że przewiezie klasę… czołgiem! Ojciec i Wuj, Stanisław i Maciej, doceniając jego pasję pozwalali na jazdę coraz większymi pojazdami – w tle więc zostały samochody, jakieś tam gąsienicowe maleństwa, a przyszedł dzień, kiedy po raz pierwszy sam pod pancerzem powoził czołgiem. Skromny, młody człowiek, widać ogładę w słowach i dobre wychowanie, a przede wszystkim spore umiejętności w powożeniu pancernymi kolosami, umiar oraz wyobraźnię – robił na wszystkich wrażenie.

Pancerna Farma – gdzie to jest? Jadąc z południa w rejon Nasielska, oczami wyobraźni widziałem hufce mazowieckiego rycerstwa idące wraz z ks. Januszem w stronę komturii zakonnych, bądź drogę ucieczki płk. Dowgirda z elektorskich Prus do Warszawy. Zadawałem sobie pytanie: znajdę to miejsce czy nie? Znalezienie wioski Chrcynno nie było kłopotem, ale Pancernej Farmy już tak. Nagle, tuż za lotniskiem sportowym, na zakręcie wynurzyła się z krzaków, trochę mało widoczna, strzałka z napisem: „Targi Militarne”. Zatem to tu. Jeszcze 2 km po płytach i na koniec, charakterystyczny zarys wojskowego koszarowca. Wiele lat wstecz, gdy na łamach „Odkrywcy” czytałem na temat kolekcji Stanisława i Macieja Kęszyckich, rozbudziła się moja wyobraźnia – co w niej może się znajdować?
Pierwsza, prywatna kolekcja wpisana do rejestru zabytków. Kolekcjonerskie okazy walczące we wszystkich konfliktach XX wieku: czołgi, działa samobieżne, transportery, ciągniki artyleryjskie, samochody, motocykle – wszystkich armii. Wydobyte z jezior, rzek i błota – odrestaurowane i jeżdżące, ściągane z najdalszych zakątków świata. Teraz stałem na gruncie będącym częścią owej kolekcji, od blisko 2 lat wchodzącej w skład Muzeum Zabytków Techniki Wojskowej, i gotowałem się na trzy dni ciekawego spotkania z „żywą historią”.
W piątek Targi ruszyły i zaczęło się: ile co kosztuje i dlaczego tak drogo, tak tanio – nie dogodzisz. Wystawcy z Łotwy, Czech i Niemiec próbowali dogadać się z klientami. Początkowo było trudno, jednak wkrótce okazało się, że język kolekcjonerów jest uniwersalny. Siedząc w namiocie obejmowałem wzrokiem teren Pancernej Farmy. W oczy rzucał się układ typowego leśnego garnizonu dawnego Układu Warszawskiego. Była baza wojsk rakietowych, z dużymi barakami, schronami i strzelnicą to idealne tło dla tego typu imprez. W tle zielone, muzealne hale pełne eksponatów i warsztaty, w których przywraca się do życia pojazdy. W namiocie obok Jarosław Wróbel zaczął organizować wystawę swych prac. Dalej, jak grzyby po deszczu wyrastały namioty wydawnicze oraz zjeżdżali się kolejni wystawcy. Niosło się po lesie echo 7 kompanii śpiewanej przez Edmunda Fettinga i roje oszalałych komarów ruszały na żer.
W sobotę, już przed 10.00 zaczęli napływać pierwsi zwiedzający. Przy wejściu witała ich wystawa fotograficzna z wyprawy do Estonii na wrak pancernika ,,Schleswig-Holstein”, zorganizowanej przez redakcję „Magazynu Nurkowanie”. Prezentował ją redaktor naczelny Aleksander Ostasz – uczestnik i koordynator wyprawy. Główny plac Farmy zapełniał się w mgnieniu oka. Przyciągały stoiska z detalami wozów pancernych, a było tego sporo; kusiły elementy umundurowania. Mnie samemu ręce drżały, gdy trzymałem oryginalne francuskie kepi z rangą pułkownikowską. Jednak było coś, co kusiło bardziej, każdego kto nadciągnął na teren Pancernej Farmy. Park maszyn. A tam… no tak, tam to było na czym „oko zawiesić”. Pojazdy, które dotychczas można było zobaczyć jedynie na stronach kolorowych czasopism, w programach telewizyjnych lub kronikach filmowych, były w zasięgu ręki – po raz pierwszy w Polsce w jednym miejscu. Każdy mógł ich dotknąć, poczuć ich moc. Pancerny kolos Stug IV ze zbiorów Muzeum Broni Pancernej Wojsk Lądowych w Poznaniu był klasą sam dla siebie. Największa kolekcja polskiej broni pancernej z okresu międzywojennego należąca do Adama Rudnickiego, m.in. tankietki TK3, C2P (jedyne dwa zachowane egzemplarze na świecie), Citroen Kegresse. Dalej, Daimler Ferret ze zbiorów Muzeum Broni Pancernej im. Franciszka Biera z Bielska-Białej, słynna „Rosi” – czyli Sd.Kfz. 251 z Tomaszowa Mazowieckiego w pełnej gali oraz budząca grozę Powstańców Warszawskich mina samobieżna Goliath (należąca do kolekcjonera z Niemiec, zaprzyjaźnionego z Maciejem Kęszyckim) i wiele innych eksponatów. Przy „stajni” pojazdów idealnie wprost prezentowała się diorama niezawodnej GRH „Kalina Krasnaja”. Nic dziwnego, że Panie rozpoczynały zwiedzanie od wizyty w „Kalinie”…
W cieniu drzew ekspozycja zawierająca perełki z Muzeum Braci Kęszyckich – m.in. Sherman, Stuart, Comet, M-113 Lynx, przybyłe z dalekiej Afryki, amerykański gigant – armata Long Tom (jedyna w Polsce), i powyciągane z ramion matki natury pozostałości po czołgach, działach czy transporterach. Oko znawcy biegło w stronę OT 810, jak i Halftruck’ów czy Greyhound’ów (M8). Pod lasem w spokoju stał T-34/85., kolekcja artylerii przenosiła w lata 20. i później, i co chwilę coś się działo. Kiedy Maciej Kęszycki odpalił silnik Leoparda od razu zbiegł się tłumek gapiów, kiedy ryknął ustawiony na stojaku silnik T-34/85 wszyscy zrozumieli co musi się dziać pod pancerzem w boju. Stojące obok silniki: pierwszowojennego czołgu FT17, wrak lotniczego silnika RR Meteor i gwiazdowy silnik czołgu Stuart, milczały wyniośle. Obok, na nowych właścicieli, czekały ciekawe pojazdy (wystawione na sprzedaż) stanowiące wyzwanie dla restauratorów-kolekcjonerów.
Karkówka, piwne namioty, tłumy, muzyka wojskowa i co jakiś czas komentarz historyczny w eterze – tak mijał dzień. Gdy z parku maszyn mjr Ogrodniczuk wytoczył swe „maleństwo” i powoli, majestatycznie Stug IV ruszył na teren Farmy by pokazać swe możliwości – ludzie oszaleli. Prowadzony pewną ręką emerytowanego żołnierza zawodowego Stug pokazał najpierw siłę w ruchu, a na koniec siłę ognia – ryknęła 75-ka ładunkiem prochowym. Długo jeszcze w uszach słychać było dzwonienie… bo nie każdy nawykły jest do służby w artylerii. Usta otworzyłem… ze zdziwienia też.
Niedziela. Po mszy znowu zapełnił się plac Pancernej Farmy. Tym razem było już łatwiej znaleźć to miejsce. Dlaczego? Bo przy drodze stał efektowny Dodge w asyście niezastąpionych, umundurowanych chłopaków Rafała Biera, którzy kierowali gości w las. Swoje zrobił też materiał filmowy „czwartej władzy” emitowany na żywo – słowem było ludniej. Pojawienie się rekonstruktorów zapowiadało kolejny punkt programu dnia – szkolenia. W ławkach grzecznie zasiedli członkowie GRH, aby wysłuchać wykładów na temat: ogólnej budowy i zasad działania amunicji do broni strzeleckiej, ze szczególnym uwzględnieniem amunicji ćwiczebno-pozoracyjnej oraz zasad bhp podczas strzelania tą amunicją. Szkolenie prowadził P. mgr inż. Wojciech Goryca, kier. Ośrodka Szkoleń i Ekspertyz Wojskowego Instytutu Technicznego Uzbrojenia w Zielonce. Kolejne dotyczyło zasad bezpiecznego współdziałania rekonstruktorów z pojazdami pancernymi, biorącymi udział w rekonstrukcjach. Wyobraźnia – kto jej nie ma jest nieszczęśliwy. Realia pola walki dopiero wtedy można zrozumieć, gdy się wejdzie do środka czołgu, wówczas poczuje się temperaturę pracującego silnika, niewygodę jazdy po wądołach gdzie kolebie i rzuca, niezwykle ograniczony obszar widzenia „terenu walki” ze stanowiska kierowcy. Taki był cel tego szkolenia. Po odbyciu obu szkoleń każdy uczestnik otrzymał certyfikat.
I znowu kiełbaska, karkówka, piwo, wystawa i… tym razem coś nowego. Maciej Kęszycki pokazał w ruchu lekki czołg M 3 Stuart, Comet stał jak stalowy posag wabiąc potęgą pancerza, T-55 uwijał się z gośćmi na pancerzu, za bezpieczeństwo których odpowiadał Marian Laskowski jedną ręką podnoszący ławkę w barze. Wśród straganów uwijali się zwiedzający – książki, emblematy, reprodukcje, mnóstwo wrażeń i wspomnień… zabierał każdy kto przybył na Pancerną Farmę. Dlaczego tam pojechałem? Zawsze zachwalał mi to miejsce Rafał Bier mówiąc: – Pojedź, nie pożałujesz. I zobaczyłem wnętrze garaży kryjących stalowe cacka z wszystkich frontów II wojny światowej, jak i montowaną – na żywo – przez Maćka Kęszyckiego, z precyzją wirtuoza, wieżę na Shermanie. Dotknąłem i zimnej stali i tej zniszczonej przez czas. Czy warto było? Wybrałem przygodę a nie ciepłe kapcie i sofę z pilotem w ręku. I nie tylko ja jeden…


Z organizatorami I Międzynarodowych Targów „Oldtimer Militaris” rozmawia Izabela Kwiecińska.

Wspólnie z bratem Stanisławem, postanowiliśmy zorganizować imprezę, która łączyłaby w sobie wszystkie cechy i funkcje jakie do tej pory proponowane były na zlotach, giełdach, piknikach militarnych w różnym czasie i różnych miejscach – mówi Maciej Kęszycki. Naszym celem jest stworzenie w Chrcynnie, na Farmie, bazy, swoistej platformy do prezentacji dorobku kolekcjonerów i dorobku restauratorów pojazdów, jak również centrum wymiany sprzętu, części i podzespołów, a przede wszystkim specjalistycznej wiedzy, niezbędnej do wykonania profesjonalnej renowacji sprzętu pancernego. Lecz to nie wszystko. – W związku ze wzrostem popularności i liczby organizowanych rekonstrukcji batalistycznych chcemy zaproponować stworzenie na naszej Pancernej Farmie centrum treningowo-szkoleniowego dla rekonstruktorów. W inscenizacjach, obok ludzi, bierze udział coraz większa liczba pojazdów, również z naszego Muzeum, które często prowadzone są przez naszą kadrę – dodaje. W związku z tym, chcielibyśmy organizować cykliczne szkolenia w zakresie współdziałania poszczególnych członków GRH z pojazdami na symulowanym polu bitwy. Jest to bardzo ważna sprawa, gdyż w grę wchodzi bezpieczeństwo uczestników. – Jako kolekcjonerzy sprzętu pancernego, doskonale znający rynek wojskowych pojazdów zabytkowych i posiadający rozliczne kontakty wśród muzealników, kolekcjonerów i restauratorów, pragniemy stworzyć profesjonalne targi i swoisty dom aukcyjny służący sprawnej wymianie i pozyskiwaniu militariów – mówi Stanisław Kęszycki. Niezależnie od tego, czy ktoś dysponuje potężną kolekcją, czy też jest amatorem, dopiero rozpoczynającym budować swój park maszynowy, znajdzie u nas wsparcie i dobrą radę. Oczywiście nie chcemy ograniczać się jedynie do pojazdów, miejsce u nas znajdzie każdy miłośnik militariów, od mundurów, insygniów, poprzez elementy wojennego ekwipunku. W ten sposób pragniemy wspierać i popularyzować wiedzę historyczną w pasjonującej formule „żywej historii”.